Butoh. Piękno, które nie musi być ładne.
30 06.2014

Muzyka

Butoh. Piękno, które nie musi być ładne.

Czasem warto spojrzeć w cień Na co dzień zajmuję się formą, która ma być użyteczna i zrozumiała. Ale w sztuce szukam czegoś zupełnie innego – surowości i autentyczności. Dlatego od dawna fascynuje mnie Butoh. To japoński „taniec ciemności”, który jest zaprzeczeniem klasycznego piękna, gracji i tego, co zazwyczaj kojarzymy z tańcem.

Czym to właściwie jest?

Butoh narodziło się w Japonii pod koniec lat 50. Twórcy tacy jak Tatsumi Hijikata i Kazuo Ohno odrzucili zachodnią estetykę (wyprostowane plecy, skoki, lekkość). Zwrócili się ku ziemi. W Butoh środek ciężkości jest nisko, ruch jest często ekstremalnie powolny, a ciała tancerzy – pomalowane na biało (shira-nuri) – wyglądają jak ożywione rzeźby lub duchy.

Tu nie chodzi o popis sprawności fizycznej, ale o wydobycie z człowieka tego, co ukryte i niedoskonałe.

3 przykłady, od których warto zacząć

Wybrałem trzy nagrania, które najlepiej pokazują rozpiętość tego gatunku. Od intymnego minimalizmu po totalne szaleństwo.

1. Kazuo Ohno – Emocja w czystej postaci

To absolutna klasyka gatunku. Ohno w „Admiring La Argentina” nie wykonuje skomplikowanych figur. On operuje nastrojem, dłońmi i twarzą. To niesamowite, jak wiele treści można przekazać, robiąc tak niewiele. Jest w tym coś upiornego, a jednocześnie bardzo ludzkiego i wzruszającego.

2. Sankai Juku – Kontrola absolutna

Jeśli Ohno to improwizacja i emocja, Sankai Juku to precyzja. Grupa znana jest z niemal architektonicznych układów i niesamowitej pracy z grawitacją (słynne spektakle, gdzie tancerze powoli opuszczają się na linach). To wizualny majstersztyk – symetryczny, chłodny i hipnotyzujący.

3. Dairakudakan – Złoty chaos

Na koniec coś z drugiego bieguna. Dairakudakan to widowisko, groteska i przepych. Ich występy, pełne złotego pyłu i dziwnych rekwizytów, balansują na granicy kiczu i rytuału. To Butoh w wersji dzikiej, głośnej i wizualnie obezwładniającej.

Dlaczego o tym piszę?

Bo to doskonały reset głowy. Butoh przypomina, że estetyka nie kończy się tam, gdzie coś jest „ładne” i „przyjemne”. Czasem to, co chropowate, wolne i trudne w odbiorze, zostaje z nami na dłużej niż najbardziej dopracowany, ale sterylny obrazek.